Na początek deklaracja. Polski rząd powinien zwrócić się o powołanie międzynarodowej komisji do zbadania tragedii smoleńskiej już 10 kwietnia. Polska winna w kontaktach z Rosją zachowywać się suwerennie, nie tylko w związku z meritum sprawy, lecz także ze względu na swoją przyszłość. Rosjanie powinni zobaczyć naszą determinację w tej kwestii, taką jaką widzieli w sprawie „pierwszego Katynia”. Jednak nadzieja, że komisja ta mogłaby znacząco poszerzyć naszą wiedzę na temat przyczyn tragedii jest, w moim pojęciu, słabo uzasadniona.

Zasady badania wypadków lotniczych określa dokument stanowiący załącznik do Konwencji o Międzynarodowym Lotnictwie Cywilnym z grudnia 1944 z późniejszymi, licznymi zmianami. Tragedia smoleńska nie byłaby jednak badana przy pomocy wypracowanych w tych dokumentach, na użytek lotnictwa cywilnego, procedur. Komisja powstałaby więc jako ciało polityczne, zapewne po wielodniowych negocjacjach Rady UE z władzami Rosji i Polski, oraz konsultacjach z wielką ilością instytucji międzynarodowych. Prawdopodobnie to Catherine Ashton, jako przedstawiciel UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, oraz José Louis Zapatero, jako szef prezydencji hiszpańskiej, zostaliby odpowiedzialni za jej powołanie i skład personalny. Prezydent Obama przysłałby zapewne swojego obserwatora. Ani Europa ani USA nie są dziś zdolne do poniesienia politycznych konsekwencji ustaleń innych niż „błąd pilota” lub „nieprzewidywalny zbieg okoliczności technicznych w powiązaniu z trudnymi warunkami pogodowymi”. Politycy europejscy dopilnowaliby zatem, aby konkluzje takiej komisji nie różniły się w sposób istotny od czekających nas ustaleń komisji putinowskiej. Spolegliwe wobec władz Rosji zachowanie jej członków stanowiłoby dla nas dodatkowo serię rozczarowań.

Powołanie międzynarodowej komisji miałoby jednak dla nas dwa znaczenia. Po pierwsze, sam fakt jej istnienia wyrwałby nas z pozycji petenta wobec Rosji i wzmocniłby polskich prokuratorów pracujących pod Smoleńskiem. Po wtóre, moglibyśmy łudzić się nadzieją na jakiś „przeciek”, na przypadkowe odkrycie. Szansa, jak powiadam, niewielka, ale szkoda, że ją odrzucono. Natomiast, jedyny argument przeciwny powołaniu komisji jaki został nam zaprezentowany, mianowicie, że obraziłoby to premiera Putina, jest w kontekście rozmiaru tragedii, tak niestosowny, że nie daje możliwości polemiki.
 
Nie sugeruję, że przyczyną tragedii był zamach, nie posiadam takich informacji. Jednak Rosja od początku w tej sprawie mataczy. Próba ukrycia choćby tylko bałaganu i uchybień (a były, jak się zdaje, po obu stronach) jest zresztą, z jej punktu widzenia, zupełnie racjonalna. Niestety, wygląda na to, że nigdy nie poznamy prawdziwych przyczyn tragedii smoleńskiej, tak jak nie poznaliśmy przyczyn katastrofy na Gibraltarze.